Dzisiaj jest: 18 Listopad 2017. Imieniny obchodzą: Aniela, Klaudyna, Roman.

Reklama

Zapraszamy na facebooka

Ważne informacje


Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_aidanews2/helper.php on line 1115

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_aidanews2/helper.php on line 1115

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_aidanews2/helper.php on line 1115
14-08-2015
W Polsce i w krajach zachodnich rak piersi u kobiet jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym. Wczesne wykrycie...
14-08-2015
W Polsce i w krajach zachodnich rak piersi u kobiet jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym. Wczesne wykrycie...
14-08-2015
    Szpiczak, znany także pod nazwą szpiczak mnogi, jest rozsianym nowotworem powstałym z komórek...

Reklama

Dzieci bez wad

Dlaczego nie zostałem strażakiem, policjantem albo kierowcą? Nie wiem. Ale tak miało być – mówi lekarz z Centrum Onkologii w Warszawie. Słynie z tego, że kobietom w ciąży tak podaje chemię, że rodzą zdrowe dzieci.

 

Czego najbardziej boją się ciężarne dziewczyny, kiedy usłyszą, że mają raka? Co będzie z dzieckiem. Bo jak tu urodzić, kiedy codzienność kurczy się nagle i nieodwołalnie do kolejnej dawki chemii? Patrzysz na pudełko, a tam stoi jak wół: „Nie stosować w przypadku ciąży”.

 Dr. Jerzy Giermek. zdjęcie: Artur Wesołowski/Summer 76 dla MaleMENa

1. Ulga

Pierwszy raz wcale nie był najtrudniejszy. Kobieta przyjechała do Centrum Onkologii z rozpoznaniem nowotworu i wskazaniem, że należy usunąć ciążę i dobrać odpowiednią chemioterapię. Ale ona nie chciała. Szukała sposobu, żeby swoje przeznaczenie omamić. Oszukać.

– Więc spróbujemy – doktor Jerzy Giermek nigdy dotychczas nie podawał chemii kobiecie, która miała być matką. Ale przywołał w myślach wszystko, co wiedział o endokrynologii, położnictwie i nowotworach.

– Spróbujemy – miał przekonanie, że będzie dobrze.

Wkrótce potem przyjechała kolejna. Też nie chciała usuwać. Podali chemię i skierowali kobiety do klinik położniczych,
u nich, na onkologii, nie ma przecież sprzętu do opieki nad noworodkami. Jedna wróciła z rozpoznaniem usg: mózg dziecka jest trwale uszkodzony. Na szczęście mama nie rozumiała do końca lekarskiego żargonu w opisie usg płodu. Nie wystraszyła się.

– A mnie coś w środku mówiło, że to rozpoznanie nie jest do końca prawidłowe. W tamtych czasach sprzęt był gorszej jakości… Więc kiedy lekarz spojrzał, wydało mu się, że coś nie tak, to od razu napisał „uszkodzenie płodu”. Pewnie pomyślał, że dziecko, które dostało chemię, nie może się urodzić zdrowe…

Podali kolejną chemię. I czekali. Miesiąc. Trzy. Matka wyzdrowiała. Dziecko urodziło się zdrowe.

– Ulżyło?

– Pewnie – uśmiecha się. Minęło 15 lat, a on wciąż się uśmiecha do tej myśli. I to dziecko wciąż jest zdrowe.

 

2. Impuls

Miał dziesięć lat, kiedy oświadczył mamie, że będzie lekarzem. Impulsu, jaki go popchnął, już nie pamięta. Ale swoją determinację, którą dorośli brali za dziecięcy upór, pamięta znakomicie. Koledzy wciąż miewali nowe pomysły. A on miał pewność.

– Wszyscy się dziwili, bo w ustach dziesięciolatka mówienie o medycynie jest zwykłą fanaberią. Może gdybym pochodził z lekarskiej rodziny, to byłoby jakieś wytłumaczalne, ale jestem pierwszym lekarzem w rodzinie i na razie ostatnim, bo moim dzieciom bliżej było do ekonomii.

Koniec podstawówki. Spotkanie z doradcą zawodowym. Miał absolwentom wskazać właściwą szkołę.

– Ja już zdecydowałem – oświadczył Jurek. – Będę lekarzem i resztę rozmowy możemy sobie darować.

I darowali.

W liceum wszyscy wiedzieli, że zaryzykuje, choć w tamtych czasach było więcej chętnych na medycynę niż do szkoły aktorskiej. Spróbował od razu do najbardziej obleganej: Wojskowa Akademia Medyczna.

– No i nie zostałem przyjęty ze względu na wadę wzroku.

Mógł jak inni przeczekać w studium nauczycielskim, ale nie umiałby tracić życia z dala od szpitala. Jeździł w pogotowiu. Miał kontakt z pacjentami, no i zarobił ten dodatkowy punkt na studia. Za drugim razem znów się nie dostał. Ale nauczył się, że potrafi być cierpliwy. Kolejny rok jeździł w pogotowiu. WKU jakoś o nim zapomniała, a kiedy znaleźli papiery – był już studentem.

– Żelazna konsekwencja?

– Jeśli rzecz dotyczyła medycyny, bezwzględnie tak.

 

3. Sto dziewięćdziesiąt dziewięć

Dziś doktor Giermek kieruje Centralnym Ośrodkiem Koordynującym Populacyjny Program Wczesnego Wykrywania Raka Piersi. Cicho, czysto, jak w luksusowym hotelu. Ani grama z naładowanej lękiem i bólem atmosfery onkologicznych szpitali.

– Tak miało być: przyjaźnie – przyznaje doktor Giermek – bo trafiają do nas zdrowe dziewczyny, co najwyżej mają zmiany niedające objawów chorobowych. Nie powinny się stykać z chorymi, bo to zbyt trudne doświadczenie dla obu stron. Nawet zdrowe będą mówiły wtedy tylko o nieszczęściach.

W Polsce jest około trzech milionów kobiet w wieku, w którym wykonujemy profilaktyczne mammografie. Wykrywamy natomiast jedynie około 15 tysięcy przypadków raka piersi rocznie.

– To oznacza, że choruje mniej więcej jedna kobieta na dwieście. 199 kobiet usłyszy, że są zdrowe. Zanim stworzyliśmy ten ośrodek, zdrowe oczekiwały na mammografię w tym samym korytarzu co chore. Słuchały i narastał w nich lęk. Rak piersi ma podobną umieralność jak cukrzyca, której nikt się nie boi. Ale w poczekalni nie ma rozmów o wyleczeniach. Tylko o przypadkach, które się nie powiodły. O cukrzykach, którzy są sportowcami, piszą gazety, a o olimpijczykach, którzy wyleczyli się z nowotworu, nikt nie wie. Taką mamy mentalność. A my, Polacy, jeśli możemy wykorzystać jakiś pretekst, żeby się nie badać, to na pewno go wykorzystamy. Strachy na nas nie działają. Polacy idą do szpitala dopiero w takim stadium zaawansowania, że leczenie nie może być skuteczne.

 

4. Ściana

Miał kiedyś pacjentkę, która nie chciała poddać się leczeniu.

– Najpierw muszę urodzić – zaparła się.

Chciała dziecka. Bo to drugi mąż, oboje w zaawansowanym wieku. Jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Przerzuty. Coraz to nowe. Bardzo rozsiane. Lekarstwa nie pomagały.

– Zabije pani to dziecko – wziął ją do gabinetu. – Nie ma sposobu, żeby płód w takim wczesnym stadium przeżył poza organizmem matki. Umrze pani, a my tego dziecka nie ocalimy. Nie ma szans. Rozpłakała się.

– A gdy wezmę chemię?

– To jest nadzieja, że razem przeżyjecie.

– No to niech będzie ta chemia.

To był jeden, jedyny raz, gdy postawił kogokolwiek pod ścianą. Oboje przeżyli.

 

5. Kwestia wyboru

Wcale nie miał być onkologiem. Tylko naukowcem. Był najlepszy na roku.

– Dwa lata i świat o panu usłyszy – szef zakładu badawczego endokrynologii nie miał żadnych wątpliwości.

I pewnie doktor Giermek zrobiłby karierę jako wielki teoretyk, gdyby nie rozmowa z szefem studiów doktoranckich.

– Proszę się dobrze zastanowić – poradził – bo wie pan, nie będzie powrotu do medycyny w tym najbardziej podstawowym sensie: pomagania prawdziwym pacjentom w prawdziwym życiu. Musi pan wybrać. Ale kariera naukowa to też wielka przygoda…

Jerzy Giermek myślał całą noc. Endokrynologia naprawdę była jego życiową pasją.

Rano zapukał do zwykłego szpitala. Jeśli jesteś najlepszy na roku, wszędzie cię przyjmą.

W szpitalu, który wybrał, brakowało położników. To była pilna potrzeba. Więc rozpoczął specjalizację z ginekologii i położnictwa.

Od tej pory witał na świecie nowych ludzi. Okrzepł w tej pracy. Dzielił świat na szpital i rodzinę. Po kilku latach zrobił jeszcze specjalizację z medycyny społecznej. Jakoś wtedy zachorowała mama.

 

6. Sens

Mama nie mówiła nawet, że coś jej dolega. Zawsze były jakieś ważniejsze sprawy. Kiedy już się spotykali, to rozmawiali o wnukach.

– To był przypadek. Zobaczyłem atak jej choroby. Zdenerwowałem się, zabrałem mamę do szpitala. Badania. Diagnoza. Rak… Leczenie na początku nie było prawidłowe, w każdym razie, jeśli porównam to z moją obecną wiedzą i doświadczeniem. Wtedy o tym nie wiedziałem. Dopiero kiedy trafiła do Instytutu Onkologii wszystko zaczęło iść lepiej.

Mama po kilku latach umarła, ale te kilka lat, które mogła przeżyć, wystarczyły, żeby wnuki podrosły na tyle, żeby mogła z nimi rozmawiać. Zrozumieć, kim są. Żeby ich naprawdę spotkać. To mi pokazało onkologię we właściwym świetle. Wcześniej spotykałem się z chorymi na raka zakwalifikowanymi do opieki paliatywnej. Widziałem tylko moment, w którym się przegrywa, dlatego onkologia mnie nie pociągała. A teraz zobaczyłem, ile jest do wygrania. I jaką to ma wartość.

To był przełom. Podjął pracę w programie profilaktyki raka szyjki macicy, potem w Klinice Nowotworów Sutka. Zrobił specjalizację z onkologii. Od tej pory do onkologa, który był położnikiem, trafiły dziewczyny w ciąży.

 

7. Przepaść

Chorzy dostrzegają, że inni czują się w ich towarzystwie źle. Jerzy Stuhr pisze w swojej książce, że przyjaciele przestali nawet do niego dzwonić.

– W Ameryce jest inaczej. Ronald Reagan miał raka jelita grubego i nikt o tym nie pamięta. Wszyscy pamiętają mu alzheimera. Dlaczego nikt nie pamięta raka? Bo to dla Amerykanów normalna sprawa, nikt nie robił z tego sekretu, nowotwór jest chorobą jak każda inna. Tymczasem nasi prominenci przychodzą na badania nocą. Albo proszą o wizytę w dniu wolnym od pracy, żeby broń Boże nikt się nie dowiedział. Leczą się w zamkniętych klinikach, bez dostępu z zewnątrz. Kilka osób wreszcie pokazało swoją chorobę. To ogromny plus. Bo co pan myśli, że przed Durczokiem i Stuhrem nikt znany nie miał raka?

– Dlaczego paraliżuje nas myśl o raku?

– Dziedziczymy strach. Młodzi boją się nawet bardziej. Jeśli powiesz 20-latkowi: „Masz jeszcze pięć lat”, przeżyje to silniej niż dojrzały człowiek. A przecież przedłużenie życia nawet o rok, dwa, pozwala rozwiązać mnóstwo spraw...

Była kiedyś pacjentka w stanie nierokującym żadnych nadziei. Ale miała motywację. Żeby jeszcze miesiąc, dwa. Była samotna. Synowi brakowało dwóch lat do skończenia szkoły.

– Zadbała, żeby skończył szkołę i wtedy odeszła – wspomina doktor Giermek. – Wytrwała stabilnie w bardzo zaawansowanej chorobie. Zobaczyłem, że człowiek ma w sobie niesamowitą wewnętrzną siłę. Póki się nie poddaje, będzie żyć. Wciąż niewiele rozumiemy z mechanizmów, jakie sterują naszym organizmem.

 

8. Album

Ze zdjęciami dzieci zaczęło się zwyczajnie. Matki przyjeżdżały i chwaliły się dziećmi: że zdrowe, mądre, że się świetnie rozwijają. Któraś pokazała zdjęcie.

– To niech mi pani zostawi – poprosił – pokażę to zdjęcie tej, która się nie umie zdecydować, czy ma rodzić, czy może jednak usunąć.

Zostawiła. A po niej każda kolejna. Zrobił się z tego album zdjęć dzieci, które się miały nie urodzić. Bo w naszym kraju wciąż pokutuje pogląd, że jeśli matka ma raka, to musi wybierać: ciąża albo leczenie.

Kobiety są w ogromnym szoku. Jednego dnia cieszą się, że będą matkami, a następnego dnia dostają wyrok.

– Wtedy je spotykam. I muszę zmotywować. Jeśli się uda, będą walczyć podwójnie, bo muszą urodzić i zaopiekować się dzieckiem.

Najlepiej, kiedy mama w początkowej fazie choroby spotyka taką, która urodziła i kontynuuje leczenie, albo jest już zdrowa. Wtedy ta, która urodziła, opowie o wszystkim: jak jej dziecko rośnie, jakie potrafi być szczęśliwe albo jak rozrabia. Wtedy w tej chorej urodzi się nadzieja. Od nadziei zaczyna się wyzdrowienie.

Jedno ze zdjęć na okazję spotkania z przyszłą mamą trzyma na biurku.

– A czyje to dziecko? – zapytała kiedyś nowa koleżanka.

– No przecież moje – odparł zupełnie naturalnie.

Zdziwiła się, że takie malutkie, ale tak już zostało. Przyjaciele żartują, że to jego dzieci.

Kiedyś żona poprosiła, żeby przyniósł jej wydruk z pensją.

– A po co ci to?

– Skoro tyle masz dzieci, to muszę sprawdzić, ile wydajesz na alimenty.

 

9. Jedna sekunda

Ten przypadek był najtrudniejszy: rano podali kobiecie chemię, a wieczorem telefon – urodziła. Nie powiedziała, ale poprzednie dziecko też urodziła pięć tygodni przed terminem. Gdyby wiedział, to by jej ostatniej dawki nie podał.

– Noworodek po chemii – doktor Giermek usłyszał w słuchawce głos lekarki z oddziału noworodkowego. – I co teraz będzie?

Przemyślał w jednej sekundzie wszystko, co wiedział o hormonach, noworodkach, działaniu chemii.

– Nic nie będzie – powiedział pewnym głosem. – Nastąpi rozpad czerwonych krwinek płodowych i fizjologiczna żółtaczka poporodowa w okresie wchłaniania hemoglobiny. Może trochę bardziej nasilona.

Nie wiedział, czy lekarka uwierzyła. Stres miał potężny. Zadzwoniła po kilku dniach.

– Rzeczywiście, tylko żółtaczka.

To był najmłodszy obywatel Rzeczpospolitej, który kiedykolwiek przyjął chemioterapię.

 

10. Bez wad

Lekarzom najprościej powiedzieć to, co usłyszała Magda Prokopowicz: „Przerwie pani ciążę i możemy zacząć chemioterapię”.

– Mam ogromny szacunek dla Magdy, że to nagłośniła – podkreśla doktor Giermek. – To dzięki niej kobiety usłyszały, że mogą urodzić zdrowe, niezarażone rakiem dziecko bez żadnych upośledzeń.

– Ile mają szans?

– Sto procent. Raz zdarzyło się obumarcie wewnątrzmaciczne u pary, która od lat miała kłopot z donoszeniem ciąży i mam głębokie przekonanie, że ten przypadek nie był spowodowany podaniem chemii. Uczciwie mówię: był jeden przypadek. Wszystkie inne dzieci urodziły się zdrowe. Dzieci bez wad.

 

Wywiad z dr Jerzym Giermekiem, kierownikiem Profilaktyki Nowotworowej Centrum Onkologii w Warszawie, artykuł ukazał się we wrześniowym, 30 numerze magazynu "Malemen".  Więcej na www.malemen.pl

 

logo magazine MALEMAN

 

 

 

 

Copyright © 2012 BadajPiersi.pl

Tworzenie stron www megaweb.pl